O oczyszczającej mocy muzyki hardcorowej, ze zwycięzcą ostatniej Bitwy Kapel – zespołem Virtus de Pax, rozmawia Jola Kolano.

 

JK: Wprowadziliście wiele bałaganu na scenę Rock The City. Czy zawsze wokół Was tak dużo się dzieje?

Hubert, Virtus de Pax: Tylko wtedy, kiedy gramy koncerty wyjazdowe. Lubimy zrobić zamieszanie tam, gdzie się pojawiamy. Stosujemy dużo „betonu”, który ma uderzyć po uszach do tego stopnia, żeby nawet wtedy, kiedy gramy na jednej scenie z lepszymi technicznie kapelami, publiczność czuła że to, co robimy – robimy od serca. Chcemy pozytywnej mocy.

 JK: Poza sceną jesteście tak samo hardocorowi jak na niej?

VdP: Na co dzień mamy swoje problemy i obowiązki, które motywują nas do tego żeby tworzyć coś dobrego dla takich ludzi, jak my. Ale kiedy przychodzi piątek i czas na oderwanie się od szarej rzeczywistości – bawimy się. Bo chyba właśnie teraz mamy na to czas ! 

JK: Cierpicie na nadmiar energii? Czy to, co dzieje się na scenie wystarcza na rozładowanie energii i poza sceną jesteście grzecznymi chłopcami w koszulkach polo?

VdP: Mamy bardzo ograniczony czas i dużo zajęć. Wszyscy pracujemy, studiujemy – to wystarczy by nie narzekać na nadmiar energii. Ale, z drugiej strony, mamy jej na tyle dużo, że bardzo chętnie tą, która zostaje – oddajemy ludziom, którzy mają ochotę „wyżyć się” na naszych koncertach. Koszulki polo - to nie my! 

JK: W trakcie Bitwy Kapel waszym rywalem był zespół, który prezentuje, ogólnie rzecz ujmując, nieco inne spojrzenie na muzykę… Co sądzicie o ich muzyce?

VdP: Paradoksalnie to właśnie dzięki chłopakom z  Nowej Energii znaleźliśmy się na tym przeglądzie – to oni poinformowali nas o możliwości zagrania w Zduńskiej Woli. Z całym szacunkiem dla nich - reprezentujemy odmienne klimaty. Trudno porównywać to, co robimy. A co sądzimy o ich muzyce? Hmm.. pensjonariuszom domu spokojniej starości na pewno by się to podobało ;)

 

JK: Braliście ich pod uwagę jako konkurencję, czy byliście pewni, że zawładniecie umysłami jurorów i publiczności?

VdP: Pewni jesteśmy tylko tego, że nigdy, niczego nie można być pewnym. Ile ludzi na świecie tyle upodobań. Ciężko się wstrzelić. Porażki uczą pokory – mamy nadzieję, że dla ekipy z dużym doświadczeniem – mówimy tutaj o Nowej Energii – była to właśnie taka lekcja, klaps w tyłek. Być może my takowy otrzymamy w półfinale Rock The City…?

 JK: W półfinałach Rock The City zmierzą się zespołu o bardzo różnych muzycznych pomysłach. Zwycięstwo zależeć może od upodobań publiczności. Hardcore ma obecnie dużo wielbicieli?

VdP: Trudno powiedzieć. My to lubimy – dlatego właśnie to gramy. Nie chcemy się sprzedać. Chcemy grać tak, żeby grono fanów hardcoru się powiększało.

 JK: Virtus de Pax – siła z pokoju. Czy w Waszej muzyce kryje się jakaś ideologia?

VdP: Ideologią jest po prostu rozładowanie emocji. W mediach i dookoła nas jest dużo agresji. Pod sceną można rozładować tę negatywną energię uprawiając swoisty masochizm. POGO POGO POGO!

 JK: Zestawiając to, co robicie na scenie z nazwą zespołu można byłoby stwierdzić, że nijak do siebie nie pasują… Skąd ten pomysł?

VdP: Kilka dni przed rozpoczęciem prób zespołu wytatuowałem sobie to zestawienie słów na plecach. Z czasem stało się nazwą naszej kapeli. 

JK: Przygotujecie coś specjalnego na półfinał Rock The City? Mamy się bać…?

VdP: Niech boi się konkurencja. My zrobimy to, co potrafimy najlepiej.

JK: Zawojowaliście Zduńską Wolę. A czy w Pajęcznie jesteście lokalnymi gwiazdami?

VdP: Gwiazdy tańczą z lodami i robią różne inne dziwne rzeczy. My mamy przyjaciół, znajomych i kolegów. To dla nich jesteśmy i dla nich gramy. Każda kolejna publiczność, która przyjmuje nas życzliwie dołącza do tego grona.